Uncategorized

no dawaj

Chcę otwierać szampana, tak aby wylewał się cały, a korek utykał mi w oku i będę go szukać, macając podłogę, bo nagle niewiele będę widzieć – właśnie tak to widzę. I wino i  alkohol z alkoholem mieszać kompletnie swobodnie, toasty wznosić głośno aby jego nowa roztyła się na starość jak foka albo jak jej matka co najmniej, choć masło maślane, różnicy wskazać nie umiem

Jeśli tylko tak się da, bić się na poduszki bardzo bym chciała niemal każdego dnia rano, między czternastą a piętnastą godziną czasu środkowoeuropejskiego i rzucać szkłem dwadzieścia cztery na dobę wszystkim, co kochasz aż nic się nie ostanie. Poza mną – rzecz jasna.

Chcę spadać z łóżka i robić sobie/tobie guzy na czole/pupie, właściwie wszystko mi jedno, bo oba miejsca są – że tak powiem – wystawione na pokaz. I śmiać się dopóki nie zacznę płakać, bo płakać chcę też, aż płacz nie zamieni się w sen. Marznąć na mrozie, jak przystało to ogólnie przyjęte i pocić się w lecie i w biegu i zarażać ludzi katarem, by w cierpieniu nie być sama i śmiać się z ciebie, gdy myjesz penisa częściej niż zęby. Ja nie wiem, czy osadza ci się tam kamień?

I chcę czuć wszystko, od skrajności w skrajność popadać i rozbijać ciężar swojego ciała o ścianę i powoli się po niej zsuwać na posadzkę, kiedy jest totalnie źle mi wewnątrz, a na zewnątrz widoczna gołym okiem katastrofa mi się dzieje. I cieszyć się, o tak, tak strasznie kocham się śmiać i skakać w cudze ramiona albo i twoje (bo twoje też lubię) i czasami móc się zapomnieć i próbować ze śmiechu się nie posikać.

Ważne, żeby wstawać i upadać dosyć często, ale nieprzesadnie i tego bardzo chciałabym się trzymać, ponadto chcę odrzucać to, co mi niewygodne, tj. kawę, nieeleganckich mężczyzn, chamów i gburów, wszystkich o imionach Arek, Marek, Zbyszek (i innych, widać tu już pewien algorytm) i móc bez skrupułów śmiać się z ludzi, mówić częściej brzydkie słowa, używać nara zamiast witam. Bardzo chciałabym chodzić rozczochrana, rumienić się kiedy mi się coś podoba, klepać po tyłku tyłki ładne i w mordę mocno dawać mordom, których dość mam z przyczyn osobistych. Przypalać garnki, na śniadanie jeść obiad, a na obiad płatki z mlekiem, bo są pożywne, kaloryczne i szybkie, a właśnie takich obiadów nam trzeba.

I nigdy więcej się nie bój, że bijąc kogoś w twarz, nie trafisz.

3 komentarze

  • Wiola Starczewska
    03/01/2016 at 11:31

    Ufff, tutaj trochę dałaś wulgarnie…:)

    Reply
  • Karolina
    26/02/2016 at 11:33

    ej, ciągle Cię lubię

    Reply
  • www.westerhom.pl
    02/04/2016 at 12:26

    Jak to się czyta! To się zjada oczami! Geniusz nie dziewczyna! Taki blog, a ja dopiero dziś, na nudnym szkoleniu, odkrłam. Głupia ja!
    http://www.westerhom.pl

    Reply

Skomentuj Wiola Starczewska Cancel Reply