aby odnieść sukces, jak inni, co odnieśli sukces – wystarczy (zasięgnęłam literatury faktów): wcześnie wstawać, maksymalnie 5:30, woda na śniadanie, sałata na obiad, wyciskać na siłowni duszę, ale się nie pocić, przepłynąć pięć razy długość basenu w trzy minuty i tak przez godzinę, mieć asystentkę albo asystenta i pana od koszenia trawy, wszak to pozwoli się skupić na tylko poważnych rzeczach jak: kontakty towarzyskie i seks z ludźmi z wyższych sfer (raz w okresie świątecznym); ponadto: zawsze gonić deadline i permanentnie upewniać się, że asap jest jeszcze asapem, bo może zanim się za to zabierzesz, to zmieni priorytet.
to sobie myślę, że w końcu czas na mnie, ogarnąć się schudnąć, odnieść sukces zawodowy, spłacić raty za piekarnik z szybą 23 cale (!!) i być kimś, kogo inni się boją, myślę sobie, że zrobię coś z twarzą, wycisnę pryszcze, manicure, pedicure, facial i żadnych boczków – założę bloga będę pisać głupoty i wtedy już będzie tylko lepiej. przecież mogę wszystko i dam radę. przecież wiem.
więc dzisiaj miałam wstać o 5:30, iść na basen, siłownię i przed 12 pojawić się w pracy. wstałam o 5:30, poszłam siku, do lodówki i z powrotem do łóżka.
jeśli chodzi o fakty, to typowy strach przed sukcesem.
(i mimo to przed 12 byłam w pracy)
2 komentarze
czterdziesciosiem
10/05/2017 at 23:39Uwielbiam Cię czytać
Magdy
10/05/2017 at 23:49Dziękuję, bardzo serio.