W środę wiedziałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni i moglibyśmy robić fajne rzeczy razem.
W czwartek mogłabym je wymienić, miedzy innymi: leżeć jedno na drugim, w tym ja na tobie, ty pode mną i na odwrót, chodzić w zimne noce i narzekać jak nam zimno i pić herbatę ze stacji benzynowych, uprawiać seks w pozycji przyzwoitej, żeby stwierdzić, że ty pieprzysz mnie a ja przyzwoitość. Kolejnego dnia mieliśmy to robić już jak lubię – od tyłu, ale zapomniałam w ogóle się do ciebie odzywać, odbiera mi mowę.
W niedzielę widziałam cię na siłowni, pomogłeś mi podnieść pustą sztangę z mojej stopy. Bo to była jedyna wolna.
Myślałam, że we wtorek się we mnie zakochasz, bo założę fajne spodnie i szczerze mówiąc taki był plan.
W środę zauważyłam, że ty masz fajne buty i właściwie nie wiem, czemu miałabym ci się podobać.
W czwartek postanowiłam o ciebie zawalczyć i było blisko, powiedziałabym ci cześć, ale spanikowałam.
W piątek nie znałeś jeszcze mojego imienia, a po dwóch zdaniach miałeś mnie za idiotkę.
To ja.
3 komentarze
Magda Sierocińska
28/11/2016 at 20:01plany na zakochanie zawsze spoko. ja np zwykle mam plan na dramatyzm i żeby potem on tak pięknie za mną biegł. ale zwykle tego nie robi. każe mi dorosnąć do bycia normalną. ach.
/magdasierocinska.wordpress.com/
Karina
03/12/2016 at 14:01to Ty.
dzięki.
Magdy
05/12/2016 at 21:37🙂