Pan D. spał w swoim łóżku. Nastał poranek. Wtedy się przebudził, podszedł do okna, wychodzącego na park i dostrzegł, że wszystkie drzewa wsadzone są koroną w ziemię. Potocznie mówiąc: do góry nogami.
– Dziwne, bardzo dziwne – pomyślał. – Nie tak było wczoraj.
Po czym pospiesznie zatelefonował na policję.
– To wszystko normalne – odrzekł sierżant do spraw rybołówstwa w fontannie miejskiej. Było to małe miasteczko na mazurach, tam każdy ma wędkę i wszyscy chcą coś złowić. Pan D., nie bez wahania, lecz uwierzył sierżantowi.
– Skoro to normalne – westchnął. – Trudno.
I udał się do łazienki. Jego lustro wisiało stroną odbijającą ku ścianie, zatem Pan D.nie widział twarzy, lecz cenę lustra, której nie zdążył zedrzeć.
– Dziwne, bardzo dziwne – pomyślał.
Tym razem zadzwonił do sklepu budowlanego, gdzie ów lustro zakupił – dosłownie trzy tygodnie temu.
– Niemożliwe, że już się popsuło. Jeszcze wczoraj wieczorem, myjąc zęby, widziałem w nim siebie!- argumentował Pan D. swoje oburzenie. – A jakaś, kurwa, rękojmia chyba mi na nie przysługuje?
– To normalne, najprawdopodobniej właśnie tak pan dzisiaj wygląda – odparł zarzuty Pana D. sprzedawca z działu mydła.
Tej nocy Pan D. dostał oświecenia. Dotarło do niego, że za każdym razem, gdy chce współżyć z żoną, nie staje mu. Nawet jak bardzo chce. Nawet jak się stara. Rzecz jasna, zrozumiał, że trwa to już rok trzeci albo piąty, w każdym razie nieparzysty.
– Nie staje mi – wyznał lekarzowi od kontaktu. – Nie staje mi przy żonie.
– Dziwne, bardzo dziwne – drapiąc się po głowie odpowiedział lekarz. – Mi z nią stawał.
– Bo nie musiałeś jej bzykać latami – odpowiedział pan D.
– Ale chciałem.
Pan D. zdziwił się bardziej.
No Comments